Elektryczne hulajnogi VS rowery miejskie – co się dzieje?

Media donoszą, że liczba wypożyczanych rowerów miejskich spadła w Łodzi, Krakowie i w Poznaniu. Eksperci wskazują, że sam system wynajmu rowerów pozostawia wiele do życzenia, bowiem klienci długo czekają na rozpatrzenie reklamacji, a same rowery często są w niezadowalającym stanie technicznym. Czy elektryczne hulajnogi wyprą rowery analogowe? Tak i te elektryczne też.

Elektryczne hulajnogi VS rowery miejskie

Jak podaje Wyborcza, firma BikeU (operator miejskich rowerów), koncesję na prowadzenie krakowskich rowerów miejskich dostała w 2016 r. Pierwsza podpisana na osiem lat umowa była rewolucją, bo po raz pierwszy koszty utrzymania systemu wynajmu i jego rozwoju zostały po stronie operatora.

Na początku miasto Kraków dopłacało miesięcznie złotówkę do każdego roweru, więc dziś jest to w sumie 1,5 tys. zł, ponieważ tyle rowerów ma firma Wavelo. Warto dodać, że miasto dostawało od wypożyczalni 1 proc. dochodu, a że wynajmu było sporo – miasto zarabiało. Rowery na minuty były hitem na miarę pojawienia się smartfonów, ale dobra passa nie trwałą nawet dekady.

Ranking samochodów elektrycznych Hulajnogi są ważne Lime, czy Hive?

Ostatniego czasu rowerowy biznes zaczął przynosić znacznie mniejsze zyski, co spowodowane było koniecznością wykupienia abonamentu (do 29 zł miesięcznie). Wielu mieszkańców Krakowa zdążyło się przyzwyczaić do poprzedniego systemu, w którym przez 20 minut można było jechać za darmo. Jednak, jak zauważają analitycy, elektryczne hulajnogi były głównym powodem spadku popularności wypożyczalni rowerów miejskich.

Bez wątpienia hulajnogi, które w 2018 roku wjechały do miast podbierają użytkowników miejskich rowerów. Wspomniany BikeU w Krakowie – operator systemu rowerów miejskich Wavelo, w rezultacie przesłał lokalnym władzom pismo z wypowiedzeniem umowy. Jak zauważa „Wyborcza”, Kraków, w którym działa dziś pięciu operatorów hulajnóg elektrycznych, nie jest odosobnionym przypadkiem.

Przestajemy wypożyczać rowery?

Spadek zainteresowania wypożyczalniami rowerów odnotowano również w Warszawie. Na początku września 2019 roku, media obiegła wiadomość, że elektryczne hulajnogi wymiatają rowery Veturilo, których operatorem jest firma Nextbike. Podobno liczba wypożyczanych rowerów spadła w tym roku o 15 procent.

Władze Warszawy policzyły nawet, ilu mieszkańców korzysta z UTO (urządzeń transportu osobistego). Okazuje się, że hulajnogi odpowiadają za 5,4 procenta ruchu, deskorolki i roli – 0,3 procenta. Reszta to rowery miejskie, ale przede wszystkim prywatne. Z danych firmy Nexbike wynika, że e-hulajnogi przejęły 5-7 procent rynku rowerów miejskich. Czy to dużo? Jak na roczny staż wypożyczalni hulajnóg, ekspansja jest ogromna.

BikeU, operator krakowskiego systemu Wavelo, wypowiedział umowę na obsługę wypożyczalni w tym mieście. Wcześniej zbankrutowało trójmiejskie Mevo. Czy to oznacza, że żegnamy się z rowerami? Niekoniecznie, bo w Trójmieście Nextbike wygrał przetarg na 6,5-roczną obsługę Mevo żądając 40 mln zł, czyli średnio nieco ponad 6 mln zł rocznie. W Warszawie operator Nextbike podpisał czteroletnią umowę z miastem opiewającą na 45 mln zł. W zamian dostarcza stacje, 5,5 tys. rowerów i zajmuje się obsługą systemu.

Jak pisaliśmy rok temu, sukces hulajnóg był nieunikniony, bo użytkownicy pokochali je przede wszystkim za prędkość (do 25 km/h) i za brak konieczności podejmowania wysiłku. Niestety popularność hulajnóg i brak przepisów regulujących korzystanie z nich przysparzają sporych problemów dla samorządowców. Polski rząd obiecuje, że nowe przepisy pojawią się wiosną 2020 roku.

Hulajnogi lepsze, ale za drogie

Jeśli chodzi o sport, to na pewno hulajnogi elektryczne nie są lepsze, ale człowiek z natury jest wygodny, więc względy zdrowotne powędrowały na drugi plan. Sukces e-hulajnóg był przewidywany od momentu wejścia ich na rynek. Rewolucyjnym pomysłem okazała się rezygnacja z konieczności oddawania pojazdu do jakiejkolwiek stacji, euforię wzbudziła szybka jazda, mały rozmiar i minimalny wysiłek kierującego.

Czy hulajnogi zaleją polskie miasta? Jedynie koszty wynajmu elektrycznego pojazdu nieco hamują wspomnianą rewolucje. Świadczą o tym opinie klientów:

“Syn całe lato jeździł po mieście na wypożyczonych hulajnogach i wydawał na nie całe kieszonkowe. Tak było do momentu, gdy zaczął się rok szkolny, bo wtedy przesiadł się na rower miejski.”

“W końcu zdecydowałem się na zakup własnej hulajnogi, bo to nie miało sensu. Jeśli na stałe zamierzasz korzystać z hulajnóg, to musisz kupić sobie własną”

Powyższe opinie to jedne z tysięcy, które dowodzą, ze hulajnogi na minuty są za drogie, jednak pozwalają przetestować urządzenie, które dla wielu jest nowością. Ci, którzy chcą zrezygnować z autobusu lub samochodu – kupują własny pojazd. Koszt dobrej hulajnogi elektrycznej waha się w przedziale: 1200 – 1800 zł.

W Łodzi za 20 minutową podróż do szkoły, nie zapłacimy więcej niż 1 zł. Z kolei za sam fakt „odpalenia” e-hulajnogi zapłacimy 2,5 zł; potem – ok. 50 gr za każdą minutę jazdy.