Jadący hulajnogą to jednak NIE pieszy? Wypadek i wyrok sądu

O bałaganie w przepisach dotyczących hulajnóg elektrycznych pisaliśmy wielokrotnie. Pomimo wielu zapewnień rozmaitych specjalistów i przedstawicieli policji, sąd w Lublinie uznał w wyroku, że hulajnoga elektryczna, to nie pieszy, a… motorower.

Hulajnoga elektryczna jest, jak pieszy

W ostatnim czasie wiele emocji budzi sprawa kolizji pieszej z osobą poruszającą się hulajnogą elektryczną. W tym przypadku, za winną kolizji uznano kobietę, którą ukarano mandatem w wysokości 50 złotych.

Stołeczni policjanci wypowiadali się w mediach, że osoby poruszające się na hulajnogach elektrycznych są w świetle prawa pieszymi. Jednak wspomniany Sąd Rejonowy w Lublinie wykazał, że pomimo braku jasnych przepisów, dotyczących e-hulajnóg, z pozostałych norm ustawy Prawo o ruchu drogowym można wyciągnąć właściwe wnioski, że “hulajnogi elektrycznej nie można traktować jako pieszego”.

pieszy-przepisy-hulajnogi
Media donoszą, że jesteśmy pieszymi, ale sąd uznał, że jednak jedziemy na motorowerze.

Hulajnoga elektryczna to motorower

W uzasadnieniu wyroku można było usłyszeć, że hulajnoga elektryczna taka jak pokrzywdzonego, może być traktowana wyłącznie jako motorower, czyli pojazd dwu lub trójkołowy z silnikiem spalinowym o pojemności skokowej nieprzekraczającej 50 cm3 lub zaopatrzony w silnik elektryczny o mocy nie większej niż 4 kW, którego konstrukcja ogranicza prędkość jazdy do 45 km/h.

Jak podaje TVN24, sąd uznał, że poruszanie się chłopca po chodniku hulajnogą mogącą rozwijać prędkość większą niż 20 km/h nie było prawidłowe. Ponadto, zarzucono, że nikt nie sprawował nad nim bezpośredniej opieki, co nie do końca jest prawdą, bo poczynania 10-latka obserwował ojciec z wnętrza samochodu.

Chłopak nie żyje, przepisów brak

10-latek jechał chodnikiem, obok autem poruszał się jego ojciec. Mieli spotkać się na parkingu obok centrum handlowego. Tą samą trasą jechał autobus miejski prowadzony przez 54-letniego kierowcę. W pewnym momencie autobus zbliżył się do skrzyżowania i jak twierdził kierowca – miał zielone światło. Skręcił w prawo i od razu skierował się na pas do skrętu w lewo. Przejechał przez przejście dla pieszych i wówczas doszło do kolizji, bo kierowca nie dostrzegł dziecka na hulajnodze zbliżającego się do tego przejścia. Hulajnoga uderzyła w bok autobusu, a nastolatek został wciągnięty pod autobus, który zatrzymał się dopiero po przejechaniu ponad 22 metrów. Poszkodowany przeszedł kilka operacji, ale lekarzom nie udało się go uratować.

Jak dodaje Onet.pl, ostatecznie sąd stwierdził, że winę za nieszczęśliwy wypadek ponosi kierowca autobusu, który podobno nie zachował należytej ostrożności. Bowiem kierowca niewystarczająco zwolnił przed przejściem dla pieszych i nie wziął pod uwagę faktu, że do przejścia zbliża się dziecko. Kierowca przed manewrem skrętu poruszał się z prędkością 28 km/h, więc nie miał w ocenie sądu wystarczająco dużo czasu na wyhamowanie, a chłopiec był jedyną, dobrze widoczną osobą poruszającą się równolegle do pojazdu.

Sąd rozważając wymiar kary dla kierowcy autobusu wziął pod uwagę fakt, że nie tylko on jest winny, bowiem był on skutkiem naruszenia zasad i przepisów ruchu drogowego także przez małoletniego.

Kłopoty z przepisami

Na nowe przepisy dotyczące hulajnóg czeka wiele osób, w tym właściciele wypożyczalni tych pojazdów. Póki co, brakuje regulacji dotyczących poruszania się hulajnogami elektrycznymi po drogach publicznych.

Wiceprezydent Warszawy jesienią ubiegłego roku przekonywała, że przepisy powinny zostać uregulowane. Mówiła, że poruszający się po chodniku na e-hulajnodze z prędkością do 25 km/h stanowią potencjalne zagrożenie zwłaszcza dla bezpieczeństwa pieszych.

Z tymi słowami zgodził się ostatnio Jan Popławski ze stowarzyszenia Miasto Jest Nasze, który stwierdził, że “skandaliczne i niesprawiedliwe” jest to, że nie ma odpowiednich regulacji.

“Myśmy już pół roku temu, w zeszłym sezonie jak pojawiły się hulajnogi, zwracali uwagę że one potrzebują pilnej regulacji prawnej, interwencji ustawodawcy. Apelowaliśmy do ministerstwa, żeby takie regulacje przeprowadziło. Nic się takiego przez pół roku nie zadziało” – powiedział.

Prawo nie nadąża za technologią

Podobno tylko w dwóch krajach Unii Europejskiej wprowadzono regulacje dotyczące tak zwanych Urządzeń Transportu Osobistego. Polskie władze mówiły o zmianach trzy lata temu i ponoć chcą, by Polska była jednym z pierwszych krajów, który ureguluje te kwestie.

“Za kilka tygodni pokażemy projekt ustawy. Myślę, że będzie to na przełomie maja i czerwca” – zapowiedziano.